- Rok dochodziłem do siebie - wspomina Bogusław Linda - Warszawska Szkoła Filmowa, akademia, gimnazjum, liceum, kursy filmowe Warszawa

Warszawska Szkoła Filmowa oraz Ośrodek Badań nad Totalitaryzmami zorganizowali trzecie spotkanie z cyklu "Obrazy historii". Tym razem w Kinie Elektronik zobaczyliśmy „Powidoki” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Po projekcji odbyła się dyskusja z udziałem Bogusława Lindy i Marka Brodzkiego. Film „Powidoki” opowiada o ostatnich latach życia niepokornego malarza Władysława Strzemińskiego.

Strzemiński był młodym, niezwykle zdolnym człowiekiem, któremu wszystko się udawało. Nagle uległ bardzo poważnemu wypadkowi i wszystko się zawaliło, musiał zacząć nowe życie – podkreślały Iwona Luba i Paulina Wawer. - Po zakończeniu zdjęć prawie rok dochodziłem do siebie. Było wiele trudności przy tym filmie, trochę negocjowałem z Andrzejem Wajdą na temat tego, jak powinna wyglądać moja rola. Gdyby coś poszło źle, wszyscy mówiliby, że Linda zepsuł Wajdzie film – wyznał Bogusław Linda. - Gdy prace artysty docierają tylko do nielicznych osób, następuje moment przełamania. Wtedy wiesz, że najważniejszy w życiu jest kolejny spacer, ucałowanie dłoni swojej mamy, kolory, przejażdżka rowerem. Tylko to ma sensprzekonywał założyciel Warszawskiej Szkoły Filmowej. Marek Brodzki przypomniał sobie, że już w 1996 roku widział w notesie Andrzeja Wajdy nazwisko Bogusława Lindy jako aktora mającego zagrać Władysława Strzemińskiego. Dlaczego więc film powstał tak późno? - Andrzej zawsze miał na biurku dziesięć gotowych scenariuszy, a i tak przeważnie wybierał ten jedenasty i z tego robił film. Po prostu miał wcześniej inne, bardziej priorytetowe rzeczy – wyjaśnił aktor.

 

 

Feedback